Wyznanie ukochanego


Noc już zapadła, wilków wycie się zaraz rozlegnie.
Ty spisz głęboko, ja oka zmrużyć nie mogę.
Żadna rzecz mnie nie znuży, chyba by mnie musieli zabić.
Bym oczy zamknął, nic mnie nie zmusi.
Patrzę na Ciebie, i myślę poważnie.
Twe włosy aksamitne, koloru mahoniu na wietrze powiewają.
Oczy twe jak ocean wzburzony, czasem piękne twe spojrzenie, czasem puste.
Spopielony wzrok twój, pali moje serce. 
Delikatne twoje dłonie, ni kobiece, lecz kowala.
Rany, szramy, twoje blizny, stały się rodziną.
Czy cię obchodzi to, że serce krwawi, Mario?
Nie chcesz by inni cierpieli, sama o sobie wiedzieć nic nie chcesz.
Ja to widzę całkiem inaczej, przez to spać nie mogę.
Gdyby coś ci się stało, w życiu bym sobie tego nie wybaczył.
Czy pamiętasz, ukochana, co pół roku temu było?
Gdym w kajdanach był, ulicami żem szedł.
Batami poganiany, przez Ferockich żołnierzy ścierwo.
Padałem razy wiele, myślałem już o śmierci.
Lecz gdy mnie do krat przykuli więziennych, ty zjawiłaś się znikąd.
Twe sprawne dłonie, zatrzask z łatwością otworzyły.
Uciekliśmy razem, już pół roku podróżujemy.
Twe imię wychwalają narody, a Uzurpator włosy z głowy wyrywa.
Złość go bierze, że Proroctwo się wypełnia.
Płakałaś gdy Bran, martwy w tych ramionach leżał.
A co ja czuję, jeżeli nie wściekłość, ni smutek?
To miłość jest, miłość.
Odkąd cię ujrzałem, zapomnieć twej twarzy nie mogę.
Wielokroć o mało, nie zginęłaś by mnie ratować.
Czy ty wiesz, co do Ciebie czuję?
Czy jeżeli ci powiem, porzucisz swą misję?
Nie, to będzie złe.
Kocham cię, Kocham, lecz miłość czeka.
Co tak w ogóle, wieśniak księżniczce może dać?
Ty z wielkiego rodu, ja z rodziny cieśli.
Pewnie ci to, w ogóle nie przeszkadza.
Zamilknę, zasnąć spróbuję.
Lecz czy znów, nie obudzę się przypadkiem?
Myślę o tobie i zamilknąć nie mogę.
Bo cóż może dać połączenie się, 
Pazura wilka i ludzkiego cieśli?



Proroctwo

Wysłuchaj mnie panie, jeżeli ci życie miłe!
Mam dla ciebie złe wieści, twa klęska jest już blisko.
Boisz się stracić koronę, jak i o swoją duszę.
Wojownik z Ciebie wielki, mocny też w czynie król.
Pragniesz posłuszeństwa, wśród ludu Wilczego Króla.
Wszakże on już tu w pałacu, niczego do powiedzenie nie ma.
W Murlandzkim więzieniu, z twego rozkazu tkwi.
Król Alere Monsapierre, z tronu strącony.
Żona jego, Lulier, kobieta Wilka i Człowieka.
Ty ją ostrza ruchem, wysłałeś do podziemi.
Brat króla był jeszcze, lecz znikł nie wiadomo gdzie.
Wydaje ci się, że już jesteś bezpieczny.
Już nikt z żywych i martwych, nie zechce stanąć przeciw tobie.
Mylisz się jednak, tym uśmiechem na twarzy.
Bowiem służka z pałacu, dziecko wyniosła.
Mała dziewczynka, lecz jej siła monumentalna.
Imię jej Maria, a opiekunem jej Wilk.
Gdy lat skończy dwadzieścia, nadejdzie jej czas.
Młodzieniec nadobny, Miecz Kalaharissy jej przyniesie.
Gdy go chwyci w swe aksamitne dłonie, zło w proch się obróci.
Jej serce czyste będzie, jak śnieg opadły zimą.
Powiadam ci wiec, panie, byś się strzegł.
Bo gdy Maria ruszy z mieczem w bój, twój koniec krwawy będzie.
I teraz powiem to, co mi w sercu tkwi.
Ty Uzurpatorze, Oprawco, co ojca krwawe dłonie masz.
To dziecko przeżyje i powiem ci, że sprawiedliwość i pokój zaprowadzi .
Możesz być pewien tego, że marny koniec twój!
Umiera, teraz i wiedz, że matce dziecka podziękuję.
Za to, że Maria żyje i marny będzie koniec twój.


Żegnaj Bran

Zbliża się ranek, zimno nocy wciąż czuć.
To sen czy jawa, wczorajszy wieczór w ruinach Tanganos?
Me oczy łzami napełnione w stronę gór skierowałam.
Słyszę śpiew ptaków, trele leśnego życia.
To sen czy jawa, że spałam wśród skał.
Twarda ziemia mi za łoże służyła.
Księżyc był wysoko, pamiętam to dobrze.
To sen czy jawa, ten smak mięty w ustach znany?
Przy wrotach Tanganos pełno tej słodyczy,
Lecz czy na pewno gorzki smak smutku przepędzi?
To sen czy jawa!? To sen czy jawa!?
Czy już na świecie tym prawdziwego życia nie ma?
Bracie, mój bracie!
Zaledwie czternaście wiosen ujrzałeś na tym świecie.
Ja cię zimą ujrzałam, gdyś do Amarhun przybył.
W morze żeś ze mną wyruszył, bym żywa do ojczyzny wróciła.
Syrenom z łap plugawych artefakt żeśmy wyrwali.
Straszną cenę przyszło mi za pomoc ci zapłacić.
Burza nas zaskoczyła, noc całą na morzu przeleżeliśmy.
Nim nastał ranek, przebudziłam się na plaży.
To koło mnie leżałeś, zlodowaciały i martwy.
Bracie, mój bracie! Twa skóra jak lód biała i zimna.
Twe blond włosy szronem okryte.
Wokół nas zaspy śnieżne. Łzy mi marzną.
Żegnaj, Bran, mój malutki braciszku.


Witam na moim blogu!!!

       Witam na moim blogu! Jest to blog poświęcony moim trzem największym hobby :  średniowieczu, fantastyce i literaturze. Sama piszę wiersze, drobne opowiastki, bajki dla dzieci, a aktualnie zaczynam pisać własną opowieść, o której opowiem wam później.
        Zaczęłam pisać zaraz po tym jak obejrzałam trylogię "Władcy Pierścieni". Po tym zaczęłam pisać drobne wierszyki i opowiadania, a moje rozprawki i wypracowania słuchała się jak przy baśniach, tak przynajmniej twierdzi moja rodzina. 
     Co do mojej własnej książki to aktualnie piszę Sagę "Ordosedo", a jej pierwszy tom to "Ordosedo : Matka Wilków". Opowiada ona o Marii Alsatian, dziewczynie, która pochodzi z najpotężniejszego rodu. W dniu narodzin Marii wybuchła wielka bitwa Wilka i Smoka, którą jej ojciec przegrał. Jako jedyna ocalała, nie znając swego pochodzenia, wychowała się najdalszą granicą Avalainu, w kraju, gdzie nie ma magii. Kiedy kończy dwadzieścia lat uwalnia więźnia, Richarda Breath, którego Feroccy żołnierze uwięzili, nieusłużnie twierdząc, że ukradł Miecz Kalaharissy - słynny miecz należący do założyciela rodu Monsapierre.
            Więcej wam o niej opowiem już wkrótce, a już za chwilę pojawi się parę moich wierszy.

ZAPRASZAM DO LEKTURY ! ! !