Zbliża się ranek, zimno nocy wciąż czuć.
To sen czy jawa, wczorajszy wieczór w ruinach Tanganos?
Me oczy łzami napełnione w stronę gór skierowałam.
Słyszę śpiew ptaków, trele leśnego życia.
To sen czy jawa, że spałam wśród skał.
Twarda ziemia mi za łoże służyła.
Księżyc był wysoko, pamiętam to dobrze.
To sen czy jawa, ten smak mięty w ustach znany?
Przy wrotach Tanganos pełno tej słodyczy,
Lecz czy na pewno gorzki smak smutku przepędzi?
To sen czy jawa!? To sen czy jawa!?
Czy już na świecie tym prawdziwego życia nie ma?
Bracie, mój bracie!
Zaledwie czternaście wiosen ujrzałeś na tym świecie.
Ja cię zimą ujrzałam, gdyś do Amarhun przybył.
W morze żeś ze mną wyruszył, bym żywa do ojczyzny wróciła.
Syrenom z łap plugawych artefakt żeśmy wyrwali.
Straszną cenę przyszło mi za pomoc ci zapłacić.
Burza nas zaskoczyła, noc całą na morzu przeleżeliśmy.
Nim nastał ranek, przebudziłam się na plaży.
To koło mnie leżałeś, zlodowaciały i martwy.
Bracie, mój bracie! Twa skóra jak lód biała i zimna.
Twe blond włosy szronem okryte.
Wokół nas zaspy śnieżne. Łzy mi marzną.
Żegnaj, Bran, mój malutki braciszku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz